Spojrzałem kątem oka na chłopaka. Nie podszedł…nie zainteresowała go moja osoba… i dobrze. Rozejrzałam się dokoła w poszukiwaniu innych osób, które w okolicy mogłyby się szwendać. Pusto. Wszyscy siedzą w swoich pokojach, lub coś robią z innymi mieszkańcami sierocińca.
Zaczęłam iść przed siebie, a po krótkim czasie znalazłam się pod drzewkiem owocowym, na którym rosły pomarańcze. Ponownie się rozejrzałam i kilkoma zwinnymi ruchami wdrapałam się na jedną z gałęzi. Usiadłam na niej i oparłam się o pień sięgając po pomarańczowy owoc. Za pomocą moich cieni szybko pozbyłam się gorzkiej skórki i zabrałam się za słodki miąższ.
Czas szybko minął i zanim się obejrzałam, drzewku ubyły trzy pomarańcze. Mogłabym rzec, że śniadanie mam już za sobą. Lepsze to niż głodowanie, no, ale do płatek czy grzanek nie będę tego porównywać.
Wiatr mocniej zawiał omal nie zrzucając mnie z gałęzi. Liście zaszeleściły, lecz mogłam usłyszeć coś jeszcze. Kroki…odgłos stąpania po żwirze. Spojrzałam w dół i zobaczyłam tego samego chłopaka, co wcześniej. Jego szarawe włosy były przemoczone tak samo jak ubrania. Przez to siedzenie nawet nie zauważyłam, kiedy zaczął padać deszcz. Chciałam mu się przyjrzeć dokładniej, lecz wiatr zechciał zrzucić z gałęzi pomarańcze wprost na moją głowę. Pisnęłam cicho lekko wystraszona. Wystarczyło to nieznajomemu by ustalić gdzie się znajduje. Znów spojrzał na mnie, prosto w oczy, a ja znów spuściłam wzrok, jednak wymusiłam na mojej twarzy delikatny uśmiech.
<Trev?>
sobota, 16 maja 2015
piątek, 15 maja 2015
Od Trevor'a c.d. Harumi
Eh... od tamtego incydentu... i przeniesieniu się z siostrą tutaj. Do Inadapres de la marina. Nie czuję się zbytnio tutaj lubiany. Nie wiem czemu tak jest. Może dlatego że jestem hybrydą? Sam nie wiem.
Właśnie gapiłem się przez okno na ciemne chmury spowijające niebo. Lubiłem taką pogodę. Jeszcze gdyby padał deszcz. Spoglądając na targane przez wiatr gałęzie w jednej ręce obracałem swój nóż. To jakby to określić mnie uspokaja. Odrywając się od krajobrazu za tą cienką szybą zerknąłem na zegarek który wisiał na ścianie. Zaraz wybije jedenasta. Większość domowników pewnie zjadła już śniadanie i rozprzestrzeniła się szukając czegoś do roboty. Choć zdarzają się takie przypadki jak ja. Siedzą cały poranek w domu i nie jedzą śniadanie, potem wybywają by pobyć sam na sam ze sobą.
Przeciągnąłem się wzdychając i schowałem swój nóż do kieszeni spodni. Wstałem z parapetu i podniosłem z łóżka swoją pogniecioną bluzo-kurtkę by później ją założyć. Nie zakładałem dziś gogli. No bo po co mieć coś na nosie jak i tak nic nie razi cię w oczy? Kiedy już się uszykowałem wyszedłem z pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi. Drepcząc holem i kierując się do wyjścia zahaczyłem jeszcze wzrokiem po pokojach czy aby nikt nie został prze mnie zbudzony. Wiedząc iż nikt nie wychodził wybyłem na dwór. Odszedłem niedaleko, stanąłem pod drzewem i wpatrywałem się na ten krajobraz który miałem teraz na wyciągnięcie ręki. Bawiąc się nożem w kieszeni już kurtki ujrzałem jakąś dziewczynę. Była blada a na jej ramiona opadały śnieżnobiałe włosy z czerwonymi końcówkami. Nie powiem, ciekawa moda. Chyba też miała zamiar zrobić to co ja. To znaczy, przejść się i zapomnieć na chwilę o rzeczywistości. Odszedłem od pnia i zacząłem kierować się na trasę która prowadziła do malutkiego stawu. Spuściłem na ten czas wzrok z dziewczyny i patrzyłem się na swoje własne stopy. Dookoła mnie był ogród z kwiatami i różnymi roślinami. Po chwili poczułem na sobie jej wzrok, obserwowała mnie. Jak tak to ja też postanowiłem to zrobić. Dziewczyna lekko zdezorientowana uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Słodko to wyglądało. Uśmiechnąłem się pod nosem i kontynuowałem swoją wędrówkę do stawu.
<Haruś ^^?>
Właśnie gapiłem się przez okno na ciemne chmury spowijające niebo. Lubiłem taką pogodę. Jeszcze gdyby padał deszcz. Spoglądając na targane przez wiatr gałęzie w jednej ręce obracałem swój nóż. To jakby to określić mnie uspokaja. Odrywając się od krajobrazu za tą cienką szybą zerknąłem na zegarek który wisiał na ścianie. Zaraz wybije jedenasta. Większość domowników pewnie zjadła już śniadanie i rozprzestrzeniła się szukając czegoś do roboty. Choć zdarzają się takie przypadki jak ja. Siedzą cały poranek w domu i nie jedzą śniadanie, potem wybywają by pobyć sam na sam ze sobą.
Przeciągnąłem się wzdychając i schowałem swój nóż do kieszeni spodni. Wstałem z parapetu i podniosłem z łóżka swoją pogniecioną bluzo-kurtkę by później ją założyć. Nie zakładałem dziś gogli. No bo po co mieć coś na nosie jak i tak nic nie razi cię w oczy? Kiedy już się uszykowałem wyszedłem z pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi. Drepcząc holem i kierując się do wyjścia zahaczyłem jeszcze wzrokiem po pokojach czy aby nikt nie został prze mnie zbudzony. Wiedząc iż nikt nie wychodził wybyłem na dwór. Odszedłem niedaleko, stanąłem pod drzewem i wpatrywałem się na ten krajobraz który miałem teraz na wyciągnięcie ręki. Bawiąc się nożem w kieszeni już kurtki ujrzałem jakąś dziewczynę. Była blada a na jej ramiona opadały śnieżnobiałe włosy z czerwonymi końcówkami. Nie powiem, ciekawa moda. Chyba też miała zamiar zrobić to co ja. To znaczy, przejść się i zapomnieć na chwilę o rzeczywistości. Odszedłem od pnia i zacząłem kierować się na trasę która prowadziła do malutkiego stawu. Spuściłem na ten czas wzrok z dziewczyny i patrzyłem się na swoje własne stopy. Dookoła mnie był ogród z kwiatami i różnymi roślinami. Po chwili poczułem na sobie jej wzrok, obserwowała mnie. Jak tak to ja też postanowiłem to zrobić. Dziewczyna lekko zdezorientowana uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Słodko to wyglądało. Uśmiechnąłem się pod nosem i kontynuowałem swoją wędrówkę do stawu.
<Haruś ^^?>
czwartek, 14 maja 2015
Od Harumi
Ogień
Niegdyś stał tu mój dom,a teraz? Teraz to została tylko ruina, która z każdą chwilą staje się jeszcze większym kłębowiskiem brutalnego żywiołu. Tam w środku są ciała moich rodziców. Ich krew mam przy sobie. Na swojej twarzy,ubraniach,białych włosach. Zginęli. Tylko ja przeżyłam. Ludzie najpierw ich pocięli,a teraz palą by dusze moich rodziców nie rzucili na nich żadnej klątwy. Tak są traktowane demony, czyli tacy jak ja. Moje życie to jeden wielki koszmar.
Upadłam na kolana,a moim oczom ukazało się rodzinne zdjęcie, które też było pochłaniane przez ogień. Ja, moja mama i ojciec. Tacy szczęśliwi i uśmiechnięci. To koniec. Po moich policzkach spłynęły krwawe łzy. Ciepłe, lecz nie koją bólu w moim sercu. Dlaczego?
Usłyszałam strzał tuż przy mojej głowie i wtedy wiem, że to nie rzeczywistość.
~~~*~~~
Obudziłam się zdyszana i zlana zimnym potem. Znowu miałam ten głupi koszmar, który dręczy mnie od tamtego zdarzenia. Ten strzał na końcu nigdy nie nastał, gdyż wtedy przebudziłam moje moce cienia. Tamten człowiek zginął zanim wyciągnął broń. Nie mam wyrzutów sumienia. Nie potrzebnie podchodził.
Wstałam z niemałym problemem. Kręciło mi się w głowie i jak na złość jedna noga mi zdrętwiała. Wiem,że śpie w dziwnych pozycjach, ale nigdy nie miałam takich skutków ubocznych. Dokuśtykałam do szafy z której wyjęłam czyste rzeczy i się w nie przebrałam. Oczywiście nie obyło się bez obijania się o meble, a na finishu przewalenia się z powrotem na łóżko. Poprawiłam jeszcze bluzkę i podeszłam do lustra. Fioletowe oczy, blada cera, ''artystyczny nieład'', który zaraz rozczesałam i zawiązałam w kucyk. Białe kosmyki włosów delikatnie opadły na moje plecy wraz z czerwonymi końcówkami. Nie farbowałam ich. Takie są od ich śmierci.
Przemyłam jeszcze twarz by do końca się rozbudzić i wyszłam na korytarz. Mieszkam pod numerem 666. Przypadek? Jestem demonem...nie sądzę.
Zegar wybił jedenastą,czyli już po śniadaniu. Znowu zaspałam, ale to już moja codzienność odkąd mieszkam w tym sierocińcu. Nie miałam wyboru, usiałam tu przyjść. Zeszłam schodami na dół i myślałam, gdzie teraz iść. Nie znam tu nikogo... Samotność jak na razie mi nie doskwiera. Wyszłam na powietrze. Zimny powiew oplótł moją szyję przyprawiając mnie o dreszcze. Chmury zasłaniały słońce i chyba zanosiło się na deszcz. Super.
Jednak komuś to nie przeszkadzało. Jakaś postać szła wśród roślin. Obserwowałam ją, aż postać mnie zauważyła. Wtedy szybko odwróciłam wzrok.
<Ktokolwiek?~>
Niegdyś stał tu mój dom,a teraz? Teraz to została tylko ruina, która z każdą chwilą staje się jeszcze większym kłębowiskiem brutalnego żywiołu. Tam w środku są ciała moich rodziców. Ich krew mam przy sobie. Na swojej twarzy,ubraniach,białych włosach. Zginęli. Tylko ja przeżyłam. Ludzie najpierw ich pocięli,a teraz palą by dusze moich rodziców nie rzucili na nich żadnej klątwy. Tak są traktowane demony, czyli tacy jak ja. Moje życie to jeden wielki koszmar.
Upadłam na kolana,a moim oczom ukazało się rodzinne zdjęcie, które też było pochłaniane przez ogień. Ja, moja mama i ojciec. Tacy szczęśliwi i uśmiechnięci. To koniec. Po moich policzkach spłynęły krwawe łzy. Ciepłe, lecz nie koją bólu w moim sercu. Dlaczego?
Usłyszałam strzał tuż przy mojej głowie i wtedy wiem, że to nie rzeczywistość.
~~~*~~~
Obudziłam się zdyszana i zlana zimnym potem. Znowu miałam ten głupi koszmar, który dręczy mnie od tamtego zdarzenia. Ten strzał na końcu nigdy nie nastał, gdyż wtedy przebudziłam moje moce cienia. Tamten człowiek zginął zanim wyciągnął broń. Nie mam wyrzutów sumienia. Nie potrzebnie podchodził.
Wstałam z niemałym problemem. Kręciło mi się w głowie i jak na złość jedna noga mi zdrętwiała. Wiem,że śpie w dziwnych pozycjach, ale nigdy nie miałam takich skutków ubocznych. Dokuśtykałam do szafy z której wyjęłam czyste rzeczy i się w nie przebrałam. Oczywiście nie obyło się bez obijania się o meble, a na finishu przewalenia się z powrotem na łóżko. Poprawiłam jeszcze bluzkę i podeszłam do lustra. Fioletowe oczy, blada cera, ''artystyczny nieład'', który zaraz rozczesałam i zawiązałam w kucyk. Białe kosmyki włosów delikatnie opadły na moje plecy wraz z czerwonymi końcówkami. Nie farbowałam ich. Takie są od ich śmierci.
Przemyłam jeszcze twarz by do końca się rozbudzić i wyszłam na korytarz. Mieszkam pod numerem 666. Przypadek? Jestem demonem...nie sądzę.
Zegar wybił jedenastą,czyli już po śniadaniu. Znowu zaspałam, ale to już moja codzienność odkąd mieszkam w tym sierocińcu. Nie miałam wyboru, usiałam tu przyjść. Zeszłam schodami na dół i myślałam, gdzie teraz iść. Nie znam tu nikogo... Samotność jak na razie mi nie doskwiera. Wyszłam na powietrze. Zimny powiew oplótł moją szyję przyprawiając mnie o dreszcze. Chmury zasłaniały słońce i chyba zanosiło się na deszcz. Super.
Jednak komuś to nie przeszkadzało. Jakaś postać szła wśród roślin. Obserwowałam ją, aż postać mnie zauważyła. Wtedy szybko odwróciłam wzrok.
<Ktokolwiek?~>
środa, 13 maja 2015
Od Noroelle
Uciekałam. Przedzierałam się przez lasy i krzaki, nie widząc końca drogi. Obdarte ubranie nie kryło mnie przed zimnem. Z tyłu słyszałam krzyki. Mama. Tata. Łzy napłynęły mi do oczu. Krzyk napierał na usta, jednak mocno je zacisnęłam i parłam na przód. Nagle potknęłam się i poturlałam do przodu. Korzeń rozdarł mi skórę na nodze. Kamień uderzył w głowę. Dalej widziałam wyłącznie ciemność.
~*~*~
Blask księżyca zbudził mnie. Miękka pościel zaniepokoiła mnie. Gdzie ja jestem? Otworzyłam szeroko oczy. Pokój o dziwnym wystroju, wydawał się szerszy niż w rzeczywistości. Wstałam, podłoga delikatnie zaskrzypiała pod moimi bosymi stopami. Ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i wyjrzałam na długi korytarz pełen podobnych drzwi do tych, które otworzyłam. W świetle porozwieszanych na ścianach świec mogłam ujrzeć, że jestem ubrana w długą, jedwabną koszulę nocną. Powoli ruszyłam w lewą stronę korytarza. Czułam, że nie jestem w tym budynku sama. Ze wszystkich pokoi dolatywały do mnie delikatne odgłosy oddychania. Kiedy miałam już zamiar skręcić w inny korytarz, poczułam, jak ktoś się we mnie wpatruje. Odwróciłam szybko głowę i spojrzałam prosto w czyjeś migocące oczy.
Dokończysz?
~*~*~
Blask księżyca zbudził mnie. Miękka pościel zaniepokoiła mnie. Gdzie ja jestem? Otworzyłam szeroko oczy. Pokój o dziwnym wystroju, wydawał się szerszy niż w rzeczywistości. Wstałam, podłoga delikatnie zaskrzypiała pod moimi bosymi stopami. Ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i wyjrzałam na długi korytarz pełen podobnych drzwi do tych, które otworzyłam. W świetle porozwieszanych na ścianach świec mogłam ujrzeć, że jestem ubrana w długą, jedwabną koszulę nocną. Powoli ruszyłam w lewą stronę korytarza. Czułam, że nie jestem w tym budynku sama. Ze wszystkich pokoi dolatywały do mnie delikatne odgłosy oddychania. Kiedy miałam już zamiar skręcić w inny korytarz, poczułam, jak ktoś się we mnie wpatruje. Odwróciłam szybko głowę i spojrzałam prosto w czyjeś migocące oczy.
Dokończysz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)