czwartek, 14 maja 2015

Od Harumi

Ogień
Niegdyś stał tu mój dom,a teraz? Teraz to została tylko ruina, która z każdą chwilą staje się jeszcze większym kłębowiskiem brutalnego żywiołu. Tam w środku są ciała moich rodziców. Ich krew mam przy sobie. Na swojej twarzy,ubraniach,białych włosach. Zginęli. Tylko ja przeżyłam. Ludzie najpierw ich pocięli,a teraz palą by dusze moich rodziców nie rzucili na nich żadnej klątwy. Tak są traktowane demony, czyli tacy jak ja. Moje życie to jeden wielki koszmar.
Upadłam na kolana,a moim oczom ukazało się rodzinne zdjęcie, które też było pochłaniane przez ogień. Ja, moja mama i ojciec. Tacy szczęśliwi i uśmiechnięci. To koniec. Po moich policzkach spłynęły krwawe łzy. Ciepłe, lecz nie koją bólu w moim sercu. Dlaczego?
Usłyszałam strzał tuż przy mojej głowie i wtedy wiem, że to nie rzeczywistość.
~~~*~~~
Obudziłam się zdyszana i zlana zimnym potem. Znowu miałam ten głupi koszmar, który dręczy mnie od tamtego zdarzenia. Ten strzał na końcu nigdy nie nastał, gdyż wtedy przebudziłam moje moce cienia. Tamten człowiek zginął zanim wyciągnął broń. Nie mam wyrzutów sumienia. Nie potrzebnie podchodził.
Wstałam z niemałym problemem. Kręciło mi się w głowie i jak na złość jedna noga mi zdrętwiała. Wiem,że śpie w dziwnych pozycjach, ale nigdy nie miałam takich skutków ubocznych. Dokuśtykałam do szafy z której wyjęłam czyste rzeczy i się w nie przebrałam. Oczywiście nie obyło się bez obijania się o meble, a na finishu przewalenia się z powrotem na łóżko. Poprawiłam jeszcze bluzkę i podeszłam do lustra. Fioletowe oczy, blada cera, ''artystyczny nieład'', który zaraz rozczesałam i zawiązałam w kucyk. Białe kosmyki włosów delikatnie opadły na moje plecy wraz z czerwonymi końcówkami. Nie farbowałam ich. Takie są od ich śmierci.
Przemyłam jeszcze twarz by do końca się rozbudzić i wyszłam na korytarz. Mieszkam pod numerem 666. Przypadek? Jestem demonem...nie sądzę.
Zegar wybił jedenastą,czyli już po śniadaniu. Znowu zaspałam, ale to już moja codzienność odkąd mieszkam w tym sierocińcu. Nie miałam wyboru, usiałam tu przyjść. Zeszłam schodami na dół i myślałam, gdzie teraz iść. Nie znam tu nikogo... Samotność jak na razie mi nie doskwiera. Wyszłam na powietrze. Zimny powiew oplótł moją szyję przyprawiając mnie o dreszcze. Chmury zasłaniały słońce i chyba zanosiło się na deszcz. Super.
Jednak komuś to nie przeszkadzało. Jakaś postać szła wśród roślin. Obserwowałam ją, aż postać mnie zauważyła. Wtedy szybko odwróciłam wzrok.
<Ktokolwiek?~>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz